„Herbata i trawa”

styczeń 25, 2008

Słyszę stukot kopyt, silnik w głowie,
Myśli i uczucia – herbata i trawa.
Kiedy leżę w łóżku i przydrożnym rowie
Przekonuje sam siebie by się nie poddawać.

Nie kłus to, nie galop tylko stuk o bruk ów,
Który laczki żrą w rytm ryku silnika.
Nienawidzę uczuć co to nikną w huku.
Nie potrafię jeść ale potrafię rzygać!

Leżę nie wierząc oczom mym własnym,
Kiedy sufit rusza hurmą do ataku
Zastanawiam się czy jeszcze kiedyś zasnę
I nie poczuje w sercu Ciebie braku.

Joint się ledwo spalił ale już wysycha.
Wystygła herbata, noc się też dopala.
Szczęk tłuczonej maski, oko konia zdycha,
Wszystko jest tak blisko chociaż się oddala.

Zwierzę w mojej głowie bo… nie patrzę w prawo.
Ślepia niewinnego pociągowego konia
Opadają wolno chociaż z dawien dawno.
Mnie zaś zaczyna powoli ogarniać agonia!

Kiedy oderwałem wreszcie wzrok od zwierza,
Zobaczyłem jak twe oczy patrzą we mnie.
Nawet zioło nie pozwala w to uwierzyć
Truchło konia leży, a ja nadaremnie
Patrzę gdzie mam szukać twojej duszy,
Gdy przymykają się do jej domu okiennice:
W oddali w bezgranicznie obcej głuszy?
Patrzę, próbuję, ale nic już nie widzę!

I tak me serce ustało wraz z twoim,
A teraz oblewam je herbaty łykiem.
Spalam się w zieleni, bo szybciej się goi
I trwam w tym, że bez Ciebie czuję się nikim.

Dodaj komentarz