„Dwie wieże”

luty 19, 2008

A gdyby me oczy mknęły ku pustce…

Gdy już wespnę się na szczyt wieży o świcie
Czy uda mi się przed burzą Cię ustrzec
Gdy sam jak piorunochron stanę na szczycie?
Pośród mgieł porannych wśród tumanu dymu
Wyglądać będę drugiej iglicy
Ale czy dam sam radę spojrzeć ku niemu
Czy dam radę wykrzyczeć: Znowu to widzę!

Na drugiej skale, na drugiej wieży
Stoi w purpury obleczon samotny
Czy jeszcze tak we mnie potrafi wierzyć
Jakiej to wierze dał wyraz wielokrotnie?

A gdy go ochronię od otchłani rozpaczy
Czy jabłko na stole podzieli na czwarte
Czy będzie z nich jedna dla mnie czy raczej
Me prawo nie będzie już tyle warte?

A gdyby me uszy tonęły w ciszy…

Jestem na szczycie widzę cię druhu
Ale czy jeszcze o mnie usłyszysz?
Czy szczyt sam w sobie jak czytam w duchu
Nie jest przeznaczon dla jednej osoby
Czy tak odległy na drugiej iglicy
Będzie Ci ćwiartki rozdzielał tej doby?
Czy może samotny obejdzie się niczym?

Na drugim brzegu, na drugiej wieży
Stoi otoczon pięknymi panie
Nikomu nie da się z sobą mierzyć
Patrzy i czeka na to co się stanie

A gdy go wyzwolę z cierpienia smutku
Czy nie zapomni o mej istocie?
Czy nasze plany dojdą do skutku?
Czy może zasług zaniecha dociec?

A gdyby me ciało uschło na wietrze…

Skoczyłem w przepaść pomiędzy wieże
Wierząc, że pisząc swe życie wierszem
Wyznaję tatrabandycznie – ale zawsze szczerze!
Że ku chwale samotny podążam… w duecie
Z waszymi prawy, z waszymi przygody
Nikt mnie nie dojrzy tu na zakręcie
Sami tworzymy potęgi swej dowody

Na dnie przepaści leży nas dwóch
Ja roztrzaskany ciałem i mój żywy duch
Wtem nie jedna czwarta a jabłka połowa
Spada tu niczym odcięta głowa

A gdy mi was już nie przyjdzie strzec
Nie przyjdzie ratować, strach pójdzie precz
Nie będziecie potrzebować mnie więcej
Pozostanę bardem, oddam halabardę
I oddam się tylko waszej opiece!

Dodaj komentarz