„Zawiodłeś mnie, Tristan! Zawiodłeś wszystkich swoich braci! Pokładana w tobie nadzieja… umarła!” – Słowa krążyły po jego głowie niczym sztorm po pokładzie statku. Prześladowała go jeszcze nienazwana, ale już ciężka wina. Nie było łatwo otworzyć oczy i spojrzeć w zwierciadło Jeziora na Dachu Świata. Co mógł zobaczyć obarczony piętnem własnego błędu, tą jedną jedyną chwilą wahania, która przekreśliła wszystkie starania, cały dorobek jego młodego życia?
„Zawiodłeś mnie, Tristan!” – Słowa odbijały się echem od omszałych głazów skupionych wokół jeziora niczym zastygłe zgromadzenie milczących karłów, którzy od milionów lat zastanawiają się wspólnie nad sensem istnienia. Dla Tristana rzecz przedstawiała się całkiem prosto: życie to ciągłe zmaganie się z co raz to nowymi problemami, gdzie nie jest ważna ani ich istota, ani to kogo dotyczą, ani kiedy, ani dlaczego. Ważne jest tylko to jak starasz się im sprostać.
„Zawiodłeś mnie Tristan” – Słowa mają tę niezwykłą moc, że wypowiedziane pozostają, nawet po tym jak już zgasną emocje, jak wszystkie uczucia związane z tą konkretną chwilą ulegną wytłumieniu, słowa dalej będą niosły tę samą treść. Możesz bowiem siedzieć raz któryś w miłym ci miejscu – na brzegu, w otoczeniu traw i niemych towarzyszy. Możesz czuć ten sam zapach ciepłego południowego wiatru, dać smagać się kroplom wiosennego deszczu, czuć te same wilgotne powietrze – ale zawsze będziesz tak samo bezradny wobec słów.

- Witaj Tristanie – głos dobiegł z za jego placów. Tristan odwrócił się spokojnie i niepewnie skierował wzrok w stronę nadchodzącego starca. Ten podszedł do niego bliżej, przysiadł na jednym z kamieni i spojrzał na niego z ojcowska wyrozumiałością – Zatem dokonałeś wyboru.

„Zawiodłeś…” – to miał usłyszeć. – „Zawiodłeś mnie, Tristan!” – Tym czasem w głosie jego mistrza nie było ni krztyny wyrzutu, nie było słychać pretensji, czy nawet odrobiny smutku. Było tylko suche, spokojne stwierdzenie „Dokonałeś pewnego wyboru”. Teraz uderzyło to w niego ze zdwojoną siłą: to nie brak jakiś umiejętności czy cech charakteru nim powodował, to był świadomy wybór, postępował zgodnie z sobą. Nie dlatego zawiódł swojego mistrza, bo nie wypełnił jego woli, ale więcej – świadomie się jej sprzeciwił. Nie ma już dla niego miejsca ani wśród traw, ani wśród skał, ani na brzegu jeziora. Nie ma dla niego miejsca na Dachu Świata.

- Nie smuć się przyjacielu – pocieszał Tristana z tym samym ojcowskim wyrazem twarzy stary mistrz. – Jeszcze nie zdążyłeś rozwinąć skrzydeł a już dajesz je sobie podciąć? Nie możesz należeć do Bractwa – wiesz o tym. Nie dlatego, że czegoś by ci brakowało. Po prostu są pewne zasady, pewne kryteria, które nie wszyscy są w stanie spełnić. Ale nie przez swoją ułomność, czy brak zaangażowania, a przez najprostszą w świecie odmienność. Nie czuj się jednak gorszy od swoich przyjaciół. Pamiętaj że gruszka, nie będąc jabłkiem nie przestaje być owocem – uśmiechnął się życzliwie.

Tristan przyglądał mu się w milczeniu, powoli godząc się ze swoim losem. Jego twarz nie wyrażała smutku, przynajmniej nie wprost. To było raczej troska. Troska o to co będzie się działo kiedy już zejdzie z gór, kiedy już trafi tam gdzie jest mu przeznaczone.

- Nie patrz na to jak na wygnanie, Tristan. Tam w dole jest wiele doznań, które czekają by je doświadczyć. Lubię się temu przyglądać. Wszystko jest takie… harmonijne. Pamiętaj więc spacerując wśród zakurzonych uliczek Bytomia, wałęsając się alejkami Parku, podziwiając Gliwicki Rynek, tłukąc się rozklekotanym tramwajem, że gdzieś tam w Górze nad Całym Miastem Tysiąca Dzielnic czuwamy my – Aniołowie Dachu Świata.

Dodaj komentarz