Piasku żar niczym piekła dar
Połaskotał go w zmęczone stopy
Dotarł tu, pędził ile tchu
By zobaczyć jak ruszy skrzydłami motyl
Wiatru świst, gdzieś w oddali błysk
Rusza burzowa kawalkada
Znajduje pusty dom, chwyta pióro w dłoń
Pisze do domu, że będzie padać
Tam już jest, ambasador – teść
Zdąży wszystkie okna pozamykać
Cały kurz porwie jedna z burz
A gołębie uciekną z pomnika
Szybki bieg, tak jak każdy szpieg
Dobrze się rozumie z przestrzenią
Gorzej czas, który wszystkich nas
Zaskakuje myląc lato z jesienią
Szybki jak pocisk mknie wśród nocy
By dostarczyć nowe dowody
Dla pięknej pani ze szklanej bani
Następną prognozę pogody