Wredna gęba, moja wredna gęba
Jakoś dziwnie poziomu nie sięga
Uśmiech w oczach ale uszy w trawie
Jakby głowa pusta miała plany
Leże sobie z wami się nie bawię
Jestem sam i jestem… uhahany
Wredna gęba, twoja wredna gęba
Wyciąga rękę lecz nie sięga
W końcu łapie ale zaraz spada
Jakby miała mi rzec, że kulawa
Ciągnę ją do siebie – mam wreszcie sąsiada
Na murawę znów wraca zabawa
Wredna gęba – pozostałych gęba
Jakoś dziwnie nad wyraz tęga
Patrzy na dno flaszki
A tam same dziwy
Pić w imię porażki?
Świat jakiś niesprawiedliwy
Wredna gęba, wrednych gąb setka
Dwa kordony i niebieska furgonetka
A my sobie leżymy pośród gąb hordy
A niech tam wszystko zniszczą
Leją się w te zakazane mordy
I niechaj kule gumowe świszczą
Wredne gęby poszły,
Zostawiły puste flaszki
Mecz się tak dawno skończył
Że nikt nie pamięta już porażki