Piasek pali gołe stopy. Dłonie trą naskórek suchy. Policzki – oba zwiędły jak róże, skóra nieśmiało uprasza się wody. Powiedzieli – Idź na drugą stronę pustyni, tam Cię Oaza czeka jak matka. Nic nie jest – wszystko się staje. Nakłada się obraz klatka po klatce, wszystko złuda. Umysł analityczny, umysł syntetyczny, umysł odporny. Trzeba to wszystko podzielić na cząstki i razem zebrać do kupy. Pustynia jest zbiorem małych ziarenek, a każde z nich jest duchem pustynią. Nie wszystko jednak da się pojąć. Nie każdy ptak doleci do gniazda. Jedne drapieżnik zuchwalszy dopadnie, inne ku słońcu za wysoko wzlecą a umysł pochowa ich na samym dnie – w podświadomości. Tutaj zaczyna się moja wędrówka idę po ziarnkach co tworzą mą mękę, idę i idę z własnego wyboru, gdzieś tam na końcu czeka odpowiedź.

Żeby znaleźć Wodę, musisz najpierw znaleźć Piach