„Szpieg w krainie deszczowców”

Posted: Sierpień 22, 2010 in Uncategorized

Piasku żar niczym piekła dar
Połaskotał go w zmęczone stopy
Dotarł tu, pędził ile tchu
By zobaczyć jak ruszy skrzydłami motyl

Wiatru świst, gdzieś w oddali błysk
Rusza burzowa kawalkada
Znajduje pusty dom, chwyta pióro w dłoń
Pisze do domu, że będzie padać

Tam już jest, ambasador – teść
Zdąży wszystkie okna pozamykać
Cały kurz porwie jedna z burz
A gołębie uciekną z pomnika

Szybki bieg, tak jak każdy szpieg
Dobrze się rozumie z przestrzenią
Gorzej czas, który wszystkich nas
Zaskakuje myląc lato z jesienią

Szybki jak pocisk mknie wśród nocy
By dostarczyć nowe dowody
Dla pięknej pani ze szklanej bani
Następną prognozę pogody

Baduras Adventure: Prolog

Posted: Styczeń 17, 2009 in Baduras Adventure

ba1

Po uprzednim zapoznaniu się z treścią niniejszej publikacji, kancelaria jego Ekscelencji pragnie nadmienić, że ów tekst przedstawia świat w pewien sposób alternatywny, a nawet chciało by się rzec tetrabandyczny, przez co pewne fakty z życia Wielebnego autor pozwolił sobie nieco wyostrzyć a nawet skarykaturować. Nie umniejsza to jednak powagi tej specyficznej biografii człowieka bogobojnego, jakim z pewnością jawi się skromny sługa, głosiciel Dobrej Nowiny – jego Ekscelencja Ojciec Mirosław Giedymin z domu Badurów. Życzymy owocnej lektury.

Kleryk-sekretarz Giuseppe Fortuna
Kancelaria jego Ekscelencji Ojca Badury
Rybnik, sierpień 2008 roku

Czytaj resztę wpisu »

Jabłko pełne Ciebie

Posted: Styczeń 17, 2009 in Uncategorized

jablka

Szczęśliwy zjem jabłko z twojej jabłoni
Ucieknę lecz dam się potem dogonić
Bo wiem że gdy kęs ten pochłonę w rozkoszy
Nie będę miał nigdy dosyć!

Temat może jest i nieco wyeksploatowany, ale jak to mawia jego świętobliwość ojciec Badura, “Czyż i nasz ogrodnik owoce nie sadza na polu kwitnące?”

Nie płacz maleńka…

Posted: Październik 23, 2008 in Wiersze

Kiedy płaczesz – ja płacze
Kiedy widzisz to inaczej
Zamykam oczy i nie patrzę

Gdy smutno jest mojej pani
To tak jakby cały świat się zawalił
I najbardziej wtedy jest żal mi
Że ten kawałek mnie niknie w oddali

Nie daj mi płakać, nie daj mi patrzeć w lustro
Kiedyś tam po drugiej stronie dumny
Teraz patrzę przez łzy widzę – pusto
Nie-pocieszony, nie-rozumny

Gdy mojej pani jest smutno
To tak jakbym sam odchodził od siebie
Tu gdzie się coś działo, jest tak strasznie nudno
Coraz mniej czuję, coraz więcej nie wiem

Bo gdy jest już ciemno
Gdy o ogień walkę prowadzę daremną
Czuję jak bardzo jest chłodno
Brakuje światła, brakuje cienia
Wiem, że Ty jesteś jedyną pochodnią
Przy tobie nie spotkają mnie żadne cierpienia
Wtedy kiedy jesteś przestaję się lękać
Czuję się bardziej wolny a mniej winny
Przeto nie płacz Maleńka
Potrzebuję Cię silnej…

“Umrzeć w samotności…”

Posted: Październik 22, 2008 in Wiersze

Umrzeć w samotności, jest chyba gorzej niż żyć
Zapomniany przez wszystko co piękne
Błądzący pomiędzy ścianami
Będący sam sobie lękiem
Sam sobie kłódką, klatką i kajdanami

Umrzeć w samotności, jest chyba gorzej niż żyć
Zapomniany przez świat, przez jego części
Ślepy na nadzieję, ozuty z pamięci
Będący sam sobie przekleństwem
Wołający wciąż: „Byłem – nie jestem”

Umrzeć w samotności, jest chyba gorzej…
Nikomu nie dać powodu do trwogi
Czuć, że już nic się zdarzyć nie może
Nie ma co żegnać przyjaciół – godzić się z wrogiem

Umrzeć w samotności – to suche łzy
To jakby wzniecić zimny ogień
Umrzeć w samotności, jest chyba gorzej niż żyć
Toteż szczęśliwym umrę przy tobie

“Kamasutra”

Posted: Październik 21, 2008 in Wiersze

Pudełko przykryte wieczkiem
W pudełku wartość płocha
Odziana jak zwykle bajecznie
Chce ludzi uczyć jak kochać
Szkice przelane tekstem
Fotografie maczane w słowie
Tu gdzie ty i ja jestem
Tu gdzie cię nie ma – się dowiem

Całkiem spory tomik
Co najbardziej zuchwałą spłoszy
Nieśmiałości uroku nie broni
A jest pochwałą rozkoszy

Książka to niewielka
Choć wielkie treści w sobie nosi
Radzi by iść – się nie lękać
Jak stąpać i jak się unosić

„Umiłowanie mądrości”

Posted: Październik 4, 2008 in Wiersze

Słowa spadły delikatnie na poduszki
Każde jedne aksamitne w formie
Rozrywane przez palców opuszki
Spacerują w chaosie pokornie
Jedne się wyrywa w krzyku
Inne cichutko półszeptem
By uwagę twoją przykuć
Brzmi niewinnie tutaj JESTEM

Słowa, słowa, słowa, słowa…
Nic niewarte – kiedy puste
Kiedy dusza mówi prowadź
Nie porusza ani ustek

Słowa są jak miód, jak ogień
Przybijają do ścian wyroki
Mają swoja własna drogę
Swego życia ze swoim bogiem

Słowa nie oddają treści
Gdyż nie każde ma dość miejsca
By istotę treści zmieścić
Dojrzeć w dali, że ta jest tam

Kochać – słowo, nie uczucie
Tulić, pieścić – miłym sercem, miłym okiem
Od najsroższej klatki uciec
I poczuć wewnętrzny ogień